Przed wyjazdem wiedziałem o tym mieście niewiele – miasto kojarzące się z Trybunałem i innymi placówkami europejskiej administracji. Dopiero gdy przed wyborem drogi we francuskie Alpy wbiłem w Googla „Strasburg – obrazy”, nabrałem ochoty na podroż przez to miejsce.

Bajecznie kolorowe, zbudowane nad kanałami jak w Wenecji, stare szachulcowe  domy. /nam taki typ budowania kojarzy się z tzw. murem pruskim/. Uliczki zawiłe, rogi nie proste, na niektórych daty ze średniowiecza. I woda w kanałach. Śluzy, malownicze knajpki, wszechobecni rowerzyści.

Wszystko to zobaczyliśmy już po przyjeździe. Rowerzyści byli na ulicach nawet gdy padał deszcz, a przecież godzina była pierwsza w nocy. Za każdym rogiem malowniczych przejść rozciągających się wzdłuż kanałów  kryły się kolejne warte fotografowania miejsca. Gdyby nie deszcz i brak parasola nie przestałbym fotografować pewnie do rana. Rano zresztą także przywitało nas deszczem. Na szczęście słabnącym. Za to miejsca po których wędrowałem nocą teraz pokazały zupełnie inne , wcale nie gorsze oblicze. Muszę tam wrócić gdy będzie słonecznie. Choć może wtedy okazać się , że w słońcu jest nieco banalniej i pocztówkowo.

 

Zanim zaproszę do oglądania zdjęć, wyjaśnienie. Wszystkie powyższe komplementy odnoszą się do stosunkowo niewielkiej dzielnicy zwanej „Petite France”. Nazwa, jak się okazuje, mocno myląca bo oznacza nie „małą Francję” a nazwę popularnej niegdyśwstydliwej choroby żołnierzy armii Franciszka I, którą w tym miejscu leczono.

 

Żadne ze zdjęć nocnych nie powstało przy użyciu statywu.