To miasto inne dla każdego z pokoleń – dla moich rodziców miejsce kojarzone jednoznacznie; przez moje pokolenie, dziś po pięćdziesiątce – chyba jako cel wycieczek do wyspy z zupełnie innego świata. Bo tak postrzegaliśmy zachodnią część miasta. A dla młodszych – pokolenia po nas – to po prostu świetne  miejsce do odwiedzin, mieszkania. To wzór miasta przyjaznego ludziom, w którym nawet na naszą kieszeń – wszystko jest dostępne.

A jeśli pisać o przyjazności – to na pewno , z punktu widzenia każdego z pokoleń – jest to miasto bardzo przyjazne rowerzystom. Ulicami władają tam rowery, potem piesi a na końcu samochody.

Ale ma być o fotografii – mój pomysł na album to „Berlin i rowerzystki” – temat może niebyt oryginalny, ale o tyle trudny, o ile ciężko uzyskać od pędzącej rowerzystki zgodę na publikację wizerunku. Z tego powodu mam w pamięci tylko, olbrzymi zbiór mknących ulicami pań.

Zdjęcia do których obejrzenia zapraszam powstały w ciągu jednego popołudnia i następnego poranka. Zadałem sobie trud wejścia po 285 stopniach na platformę widokową na szczycie Kolumny Zwycięstwa. Lubię oglądać miasta z góry i tak je fotografować.  Gdy trafi się widziana z góry postać samotnego przechodnia, rozumiemy, że można się zagubić nawet w parku.

Co zaskoczyło mnie pozytywnie – przyzwolenie na fotografowanie, nocą w ludnym wnętrzu lokalu nikomu nie przeszkadzało, że fotografuję.

Zapraszam do obejrzenia zdjęć.